Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej Rozumiem

Członkowie honorowi

Leszek Cichy (ur. 1951 w Pruszkowie). Inż. geodeta, od 1977 pracownik naukowy Politechniki Warsz., po 1989 makler i finansista, obecnie przesiębiorca. W Tatrach ma wiele przejść, w tym 1 polskie pz na Małym Kieżmarskim, w Alpach np. Filarem Fręney na Mont Blanc, pn. ścianą Matterhornu. Od 1974 uczestniczył w pol. wyprawach w Himalaje i Karakorum: w 1974 pierwsze wejście na Shisparé (7619 m), w 1975 3 wejście na Gasherbrum II (8035 m, ówczesny pol. rekord wysokości, z Onyszkiewiczem i Zdzitowieckim) nową drogą pn-zach. ścianą, w l976 osiągnął 8230 m na nowej drodze na K2 (8611 m), atakował ten szczyt także 1982. W 1978 uczestniczył w wyprawie na Makalu (8470 m). Wspólnie z Krzysztofem Wielickim dokonał pierwszego wejścia zimowego na Mount Everest (8848 m, 17 lutego 1980), ustanawiając światowy rekord wysokości w alpinizmie zimowym. W górach wysokich ma też znaczące wejścia ścianowe, np. Aconcagua w styczniu 1987, 3p w ogóle drogi słoweńskiej południową ścianą, w dole nowym wariantem (1000m, V+, 90°), z R.Kołakowskim; Mount McKinley, w maju 1989 dokonał 1 pol. wejścia środkiem pd. ściany, Filarem Cassina (jako kierownik, w 4 osobowym zespole PKG - słynna droga, do 2000 r. przez Polaków nie powtórzona). W r 1998 dokonał 2 pol. wejścia na Mount Vinson na Antarktydzie i jako piewszy z Polaków skompletował Koronę Ziemi: najpierw w wersji z Górą Kościuszki, w 1999 roku z Carstensz Pyramid (i oczywicie z Elbrusem i Mont Blanc). Jest współautorem książki "Rozmowy o Evereście" (1982) i artykułów w prasie górskiej. Od 1970 należał do Koła Warszawskiego KW, a potem do KW Warszawa, od 1977 był czł. Komisji Sportowej PZA, w latach 1995-1999 prezesem PZA.
Ryszard Dmoch
Mowa pogrzebowa z 22 grudnia 2021

Żegnamy dzisiaj Ryszarda Dmocha – Ryśka, „Dyrektora”. Był członkiem honorowym KW Warszawa.

W tym miejscu, w imieniu Klubu oraz Fundacji im. J. Kukuczki, chciałem złożyć szczere wyrazy głębokiego współczucia całej rodzinie zmarłego.

Przede wszystkim, Rysiek pozostanie w naszej pamięci jako zawsze roześmiany, prostolinijny i niezwykle uczynny kolega. Wspinanie, góry i angażowanie się w działalność środowiskową były dla niego sposobem na życie. Z wrodzonym entuzjazmem angażował się w organizację himalajskich wypraw, i to nie tylko tych, w których sam uczestniczył. Był autentycznie dumny z sukcesów odnoszonych przez Polaków. Każde polskie wejście na którykolwiek ze szczytów w górach wysokich witał z wielką radością. Sam się do tych sukcesów walnie przyczyniał pełniąc rolę kierownika organizacyjnego wielu spośród tych wypraw, poczynając od udanej zimowej wyprawy na Noszak w roku 1973. Poświęcał tej pracy niezliczone godziny - od tworzenia koncepcji, poprzez załatwianie spraw urzędowych w arcytrudnych PRL-owskich realiach, po projektowanie sprzętu i nadzorowanie jego produkcji w polskich zakładach. Ale był Rysiek nie tylko organizatorem - w górskiej akcji również się nie oszczędzał. Zakładał obozy i wynosił ładunki dla tych, którzy potem zdobywali szczyt i chwałę. Dla Ryśka celem był zawsze sukces wyprawy, zespołu, i dla niego był gotów się poświęcać, samemu pozostając w cieniu. Oprócz nadzwyczajnych zdolności organizacyjnych potrafił znakomicie rozwiązywać mniejsze lub większe konflikty w zespole, służyć radą i pomocą.

W KW Warszawa, ale także w PZA, wspominać zawsze będziemy ogromną pracę jaką Rysiek wykonał przy remoncie siedziby na Noakowskiego, tej na piątym piętrze. Całą tę tytaniczną robotę, koordynację, nadzór i prace fizyczną wykonał Rysiek w całości społecznie. Był bardzo rozżalony, gdy przyszło się nam z tej siedziby wyprowadzić. Zawsze działał na rzecz porozumienia i jedności środowiska. Gdy już przestał brać udział w wyprawach, nadal angażował się mocno w działalność społeczną. Był jednym z założycieli Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki, członkiem jej Rady. Uczestniczył w wydarzeniach promujących himalaizm, w imprezach rocznicowych i w górskich festiwalach. Co roku przychodził na Kopę Cwila by dopingować biorących udział w „Biegu dla Słonia”. Jeździł po całym kraju z własnymi prelekcjami o zimowym zdobyciu Mount Everestu i o innych wyprawach, w których uczestniczył. Nie przestawał uprawiać sportu - w ostatnich latach zapalił się nawet do skoków spadochronowych, które uprawiał z olbrzymim zapałem. Z wielką życzliwością odpowiadał na wszystkie prośby o wywiady do gazet i książek. Po całym świecie rozsyłał zdjęcia z wypraw i materiały informacyjne.

Do końca żył górami, do końca był aktywnym członkiem środowiska, i takim właśnie go zapamiętamy.

Żegnaj Ryśku – Żegnaj nasz DYREKTORZE.
Janusz Kurczab (ur. 1937,taternictwo od 1957, zimą od 1960) wspinacz, trener alpinizmu, szermierz (olimpijczyk i 3-krotny indywid. mistrz Polski w szpadzie), skialpinista. W Tatrach zasłynął poprowadzeniem przełomowej drogi Filarem Kazalnicy (m.in także z K.Zdzitowieckim, 1962), a także Ścieku na Kotle Kazalnicy latem (1964) i zimą (1971), drogą na Młynarczyku oraz szeregiem nowych odległych dróg zimowych, np. w murze Hrubego i na Koprowym. Jego dorobek to około 50. pierwszych przejść. W masywie Mont Blanc i w Dolomitach ma przełomowy dorobek eksploracyjny, organizacyjny i poznawczy, wprowadzający Polaków do pierwszej ligi, z szeregiem pierwszych wejść, zwłaszcza 1 zimowego Filara Narożnego w 1971 r, jednej z najwyżej położonych i najbardziej oddalonych ścian Alp (do dziś ma ona jeszcze tylko dwa polskie przejścia zimowe!), 1pz direttissimy pd. ściany Tofana di Rozes 1964 i na Marmoladzie 1973 (Via dell'Ideale), 2pz drogą I.Dibony na Cima Scotoni 1969. Oprócz tego ma pierwsze wejścia letnie, np. nową drogą lewym żebrem pn.-wsch ściany Les Droites (1967) oraz 1 p polskie, np. drogą Ratti-Vitali na Aiguille Noire (1971), 1p pol. drogi Major na wsch. ścianie Mont Blanc (1973), 1p pol. uważanej za najtrudniejszą klasyczną w Dolomitach drogę Philippa i Flamma na Punta Tissi (1963, z Szafirskim). Ma także dorobek wyprawowy, z pionierskim pokonaniem 1500-metrowej pd.-zach. ściany Noszaqa (1972) w stylu alpejskim i kierowaniem innymi wyprawami, m.in. na Shisparé 1974 (samotnie zdobył trabanta Ghentę 7090), i narodową wyprawą na K2 w 1976, z bardzo zaawansowaną próbą nowej drogi (do 8400). Bezspornie w okresie od lat 60. jeden z dwóch naszych najwybitniejszych (obok Andrzeja Zawady) organizatorów wypraw i dokonań eksploracyjnych (to słowa Messnera z 1998 roku). W okresie 1972-1986 regularnie co dwa lata prowadził wyprawę w góry najwyższe, a zimą uczestniczył w 1pz w Alpach i Dolomitach. Jeszcze w lutym 1978 bił rekord szybkości przy 1pz jednodniowym Filara Kazalnicy z Ostrogą (z "Małolatem", tj. Zb.Czyżewskim). Długoletni czł. władz całego KW, zwłaszcza w pionie dokumentacji sportowej, 1973-1991 trzykrotnie prezes KW-W (a przedtem Koła Warszawskiego KW), w ciężkich czasach znalazł się w wąskim zespole osób które walczyły o najtrudniejsze sprawy klubu i jego członków. 1980-83 przewodniczący Komisji Sportowej PZA. Jeden z pierwszych absolwentów studium trenerów alpinizmu na AWF w Krakowie, od końca lat 70. jako pierwszy na łamach polskiej prasy wspinaczkowej opisywał metodykę i cykle treningowe ukierunkowane na alpinizm. Autor ważnych artykułów problemowych (np. "Dewaluacja 6 stopnia", "Taternik" 1969) i wzorcowych opracowań dokumentacyjnych takich jak: - monografia Kazalnicy ("Taternik" 1963), - fundamentalna praca dyplomowa studium trenerskiego o historii alpinizmu w Alpach (do nabycia - Zeszyty AWF w Krakowie, nr 61, 1990), - czy wreszcie bezcenna monografia źródłowa "Na szczytach Himalajów" (wraz ze Zb. Kowalewskim, SiT, W-wa 1983). Później autor książek popularyzatorskich "Filar Kazalnicy" 1976, i o wyprawch na Shisparé 1974 i na K2 1976, przewodników, tym przewodnika trekkingowego po Nepalu (1993) oraz przeglądowych przewodników po górach Polski (1991, 1999), w ostatnich latach autor wielu artykułów i rozdziałów w wydawnictwach albumowych.
Leszek Łącki (ur. 1934 w Warszawie), inżynier automatyk, wspinacz (od 1952), narciarz wysokogórski od lat sześćdziesiątych. W Tatrach zimą 1956 autor 2 przejścia zimowego pn. ściany Świstowego Szczytu, drogą WHP 2104. W lecie 1956 r. 13 przejście drogi Łapińskiego Paszuchy na Mnichu z pierwszą kobietą na tej drodze - Bogną Skoczylas. Zimą aktywny zwłaszcza w Morskim Oku, między innymi pokonał drogę Świerza na wsch. ścianie Mięguszowieckiego Szczytu z Wandą Błeszyńską-Łącką, 3pz drogi Korosadowicza na Kazalnicy i inne. Uczestnik legendarnej zimowej wspinaczki na Żabim Niżnim w lutym 1954 (m.in. z Andrzejem Zawadą, który wołał "skokami, panowie, jak w powstaniu"), po której działo się mnóstwo ciekawych i brzemiennych dla środowiska wspinaczkowego rzeczy. Wspinał się w Alpach Austriackich 1956 (Oetztal) i Alpach Delfinatu 1958 (Pelvoux), w górach Bałkanów w okolicy Wracy 1963 (nowa droga) i w Rile 1970. W latach 80. i 90. odbył liczne trekkingi w Himalaje i Karakorum. Starszy instruktor KW a potem PZA, wielokrotnie prowadzący szkolenia w "Betlejemce" (miedzy innymi szkolił Gienka Chrobaka) oraz obozy zimowe i letnie w Tatrach Słowackich. Działacz Klubu Wysokogórskiego, zwłaszcza w trudnym okresie początku lat 60., w okresie 1963-65 prezes KW (całego), przedtem wiceprezes (pracował dla klubu nawet po wiele godzin dziennie). W latach późniejszych kilkakrotnie członek Komisji Rewizyjnej KW i PZA, a także jej przewodniczący. W życiu zawodowym inżynier automatyk kolejnictwa, autor fachowych artykułów i kilku patentów. W latach 70 współautor wyróżnionego Nagrodą Mistrza Techniki "Życia Warszawy" testera pakietów elektronicznych sterowanego komputerowo oraz nagrodzony za wdrożenie do produkcji przemysłowej systemów numerycznego sterowania obrabiarek. Wespół z Markiem Karpińskim (głównym pomysłodawcą) i Jerzym Mierzejewskim, współautor nowatorskich na owe czasy rozwiązań sprzętowych, m. in. w połowie lat pięćdziesiątych "jedynki" (prototyp) oraz wkręcanych igieł lodowych (bez kółka, przedtem były typu wycior z zadziorami z boku).
Janusz Onyszkiewicz (ur. 1937, wspinaczki od ok. 1955), wspinacz, speleolog, przez 20 lat najwybitniejszy polityk ze środowiska poważnych wspinaczy, matematyk (dr UW, teoria mnogości), znany ze współautorstwa zbioru zadań z logiki matematycznej wszystkim studentom nauk ścisłych. Zaczynał od jaskiń i ma w nich olbrzymi dorobek (np. eksplorował jaskinię Śnieżną od 1960, kierował wyprawą, która 1961 osiągnęła pol. rekord głębokości na jej dnie -640 m lub wg nowszych pomiarów -568m, 1959 odkrył nowe partie w jaskni Miętusiej). Ma kilkanaście nowych dróg w Tatrach, a także tak abstrakcyjne próby jak kantem na lewo od Kantu Hakowego Mnicha. Wyjazdy w Alpy 1961, 1962, Hindukusz 1972 (Noszaq i trawersowanie masywu Aspe Safed, 6607), Pamir 1974 z wejściem - jak na alpinistę i opozycjonistę przystało - na Pik Kommunizma. 1975 - osiąga chwilowy polski rekord wysokości na Gasherbrumie II (8035), nową drogą, ale i ma 1 wejście na Gasherbrum III (7952), najwyższy z niezdobytych wówczas samodzielny szczyt i w ogóle najwyższy samodzielny szczyt zdobyty przez Polaków (razem m.in. z K.Zdzitowieckim, Wandą Rutkiewicz i żoną Alison Chadwick-Onyszkiewicz), 1976 aktywny uczestnik wyprawy na K2. Ceniony jako organizator także w polityce, opozycjonista od początku lat 70 i tzw. Sprawy Taterników, m.in. 1980-81 rzecznik Solidarności (tzw. pierwszej lub wielkiej). Odegrał ważną rolę przy nawiązywaniu pierwszych kontaktów na Zachodzie przez rząd Mazowieckiego. 1989-90 pierwszy cywilny wiceminister, a potem Minister Obrony Narodowej, "rozbrajający" ten nie znany opozycji resort siłowy (ministrem był dwukrotnie). To on wprowadził Wojsko Polskie do NATO w 1999 roku. Zarazem potrafił w przerwach ministrowania jeździć skromnym składanym rowerem (aż do granic wytrzymałości podległych mu służb). Do roku 2001 kilkakrotnie poseł na Sejm RP.
Andrzej Piekarczyk
Mowa pogrzebowa z 29 listopada 2021

Szanowni żałobnicy, drodzy przyjaciele,

Z ogromnym smutkiem i żalem żegnamy dzisiaj Andrzeja Piekarczyka „Piekarza”, kolejnego zmarłego członka honorowego Klubu Wysokogórskiego Warszawa.

Wyrazy głębokiego współczucia składam żonie Elżbiecie, dzieciom oraz całej rodzinie.

Andrzeja poznałem ponad 50 lat temu. Po raz pierwszy zetknęliśmy się gdy zdawałem egzamin na stopień taternika zwyczajnego. Andrzej zasiadał wówczas w komisji egzaminacyjnej Klubu Wysokogórskiego. Później, pomimo że nasze drogi wielokrotnie przecinały się, to nigdy nie zetknęły na dłużej. Nie miałem okazji poznać Andrzeja bliżej na żadnym wspólnym górskim wyjeździe czy wyprawie. Dlatego w tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć kilka słów wspomnienia jego bliskiego przyjaciela – Jacka Komosińskiego pseudonim „Drut”.

„Andrzeja znałem "od zawsze". W latach 1962 do 1969 zaczynaliśmy w Tatrach naszą przygodę z górami. Potem, już jako seniorzy, od 2000 r. uczestniczyliśmy w wyjazdach w Kaukaz (Bezingi i Elbrus), Góry Fańskie, do Maroka (Tubkal), w Tian Szan, do Gruzji (Kazbek) i na Zakarpacie. Wyjazdy te przybrały żartobliwą nazwę Geriatrycznych Wypraw Wysokogórskich i doczekały się proporczyka oraz numeracji. Ale to tylko fragment Jego życia górskiego. Wyjeżdżał w góry od Kamczatki po Alaskę i od gór Norwegii po Kilimandżaro. Wydaje się jednak, że to nie góry były najważniejsze w tej pasji lecz ludzie. Wyznawał zasadę, że nie ważne gdzie i jak wysoko, ale z kim. Był znakomitym towarzyszem i partnerem. Zawsze uczynny, pogodny i pełen dystansu do siebie, potrafił rozładować wszelkie napięcia. Zawsze też troszczył się o przyjaciół. Anegdotyczne są opowieści o Jego przygodach z wiecznie roztargnionym Profesorem Janasem, do którego tylko on miał cierpliwość. Zresztą troska o przyjaciół była chyba jego drugą dewizą. Zmodyfikował nieco powiedzenie Żuławskiego do postaci, że nie opuszcza się przyjaciela chyba, że jest bryłą lodu. Dlatego wraz z Elą troszczyli się o chorych znajomych dowożąc im jedzenie, załatwiając różne sprawy czy też po prostu ich odwiedzając. Był duszą towarzystwa, niezwykle kontaktowy, posiadał dar opowiadania. Były to opowieści barwne, ciepłe i pełne sympatii do ludzi. Bardzo dbał o czystość i poprawność języka, nie zdarzało mu się używać wulgaryzmów ani tak rozpowszechnionego dzisiaj hejtu. Każdy, kto był na Jego prelekcjach, pamięta z jaką swadą opowiadał i sypał anegdotkami. Na szczęście część swoich przeżyć zapisał w dwóch książeczkach: "Okruchy Górskie" i "Wędrowanie po Wachanie". One najlepiej charakteryzują Jego podejście do gór, ludzi i życia. Trudno w tych kilku zdaniach scharakteryzować postać tak barwną i bliską. Pewnie wszyscy zapamiętają Go jako przesympatycznego Wielkiego Gawędziarza.”

Tyle gorącej refleksji Jacka „Druta”.

Jak widać Andrzej był człowiekiem pełnym humoru, ciekawym świata i otwartym na nowe doświadczenia. Przede wszystkim był człowiekiem, któremu chciało się chcieć. Śmiało podejmował kolejne wyzwania wykazując się odpowiedzialnością, solidnością i wytrwałością w dążeniem do celu. Zapamiętamy go jako świetnego wspinacza, niestrudzonego organizatora ale i człowieka, który przede wszystkim dostrzegał i cenił innych ludzi.

Andrzeju wyruszyłeś na swoją ostatnią Wielką Wyprawę w Nieskończoność.

Spoczywaj w pokoju.
Artur Paszczak i Zbigniew Skierski
Maciej Popko (ur. 1936) wspina się od 1953, w lecie i w zimie. Z zawodu hetytolog (od pisma klinowego), autor kilku obcojęzycznych książek z tej dziedziny (dwie wydane w Niemczech), prof. zwyczajny w Instytucie Orientalistycznym UW i przez kilknaście lat przewodniczący jego Rady Naukowej. W Tatrach współautor takich osiągnięć jak latem: direttissima Mniszka (z Nyką, 1962), wkład w zawikłane zdobycie Sprężyny na Mnichu (1962), pierwsze wejście do Kotła Kazalnicy (z J.Długoszem, 1958) i inne przejścia na grzędzie Mięguszowieckiego Czarnego (także zimą), oraz do dziś budząca respekt droga na Orlej Ścianie (1963). Uczestnik wielu premier zimowych, m.in. pierwszgo zimą przejścia ściany Małego Młynarza (1960, Kominem Korosadowicza), drogi Kurczaba na Mięguszowieckim (1963), premier zimowych na Żabim Wyżnim (1961, 1962). Wspinał się też w Alpach Francuskich (1p polskie pn. ścianą Aiguille de Triolet, 1965, i od razu jednodniowe, tylko z 3 śrubami lodowymi typu korkociąg - co wywołało zdziwnienie samego Lionela Terraya). W Dolomitach zrobił m.in. drogę Soldy na Marmoladzie (1962, pierwsze polskie sesto grade superiore) i inne 1p polskie tegoż lata, drogą Comiciegona Cima Grande i filarem Cima Ovest. Kierował pionierskimi wyprawami w góry Cilo w Turcji (1967, 1968) oraz wyprawą SKT w zakazane góry Wachanu (1975, to ten "worek" w Afganistanie na pograniczu Pamiru i Hindukuszu - pozwolenie chłopcy samowolnie rozszerzyli i opili to z wojskowymi). Ta ostatnia wyprawa zdobyła oba najwyższe dziewicze szczyty w otoczeniu doliny Purwakszan (szczyt bez nazwy 6110 m i Kohe Purwakszan, 6080 m), z udziałem Popki, który ponadto samotnie zdobył dziewiczy szczyt 5950 m. Miał też wkład w taternictwo nizinne, zarówno w wersji z Lasku Bielańskiego czyli dębinizm (m.in z Cz. Momatiukiem, Nyką, Paczkowskim, Szurkiem), jak i był jednym z kilku odkrywców bunkrów dla wspinania (w Czosnowie ściana na Małych Bunkrach po prawej to tzw. Popki, za jego czasów zwana Eigerem). Jest ekspertem w zakresie pisowni i pochodzenia nazw w górach Azji. Redaktor i współuator najlepszego polskiego podręcznika wspinaczki "Alpinizm" (1971 i 1974), autor książki o górach Turcji "Góry pod półksiężycem" (1974) i rozdziałów w albumach KazimierzaSaysse-Tobiczyka oraz treściwych artykułów i notatek w "Taterniku". Jeszcze w roku 1986 robił w Tatrach nowe drogi VI, w górach Turcji bywa do dziś (1 polskie wejścia w Aladag w 2001 roku), uczęszcza na ścianki wspinaczkowe, wciąż jest czynny górsko i narciarsko.
Jan Serafin, ps. "Korbiasty" (ur. 1934, wspinaczki od 1951), wspinacz, zawodowo ortopeda, prof. medycyny (AM w Warszawie). Wczesny partner m.in. Jana Długosza (to z nim miał iść na Lewą Kazalnicę, ale go wyeliminowały względy zdrowotne), także m.in uczestnik 1 przejścia letniego direttissimy Mięgusza (1954, u góry z filarem Zaremby), klasycznego przejścia drogi przez Matkę Boską (z J.Długoszem) na Zawratowej Turni i tegoż lata drogi Wicherkiewicz-Siedlecki na Kozich Czubach od pn.. Ma też wysokiej rangi przejścia solo, np. granią Tomkowych Igieł (1958). Zimą m.in. jedno z pierwszych przejść filara Ganku (1960) i środka ściany Krywania z Koryciska (1958). Uczestnik wstrząsającej akcji po Adama Milówkę, podczas której zginął także Tadeusz Westfalewicz "Marynarz" na pd. stronach Mięguszy (latem 1954). Także lekarz "grający" w wysokiej lidze na wyprawach, gdzie osiągał 8000 m (Kangchenjunga 1978, Everest 1980), stanowiąc bezpośrednie wsparcie podczas udanych ataków szczytowych takich legendarnych wspinaczy jak Chrobak czy Wróż. Na Tirich Mirze (1975) w trakcie ataku szczytowego bez wahania przerwał go, by ratować jednego z członków ekspedycji. Zdobywał dziewicze szczyt w trakcie wypraw na Alaskę 1976 i w Góry Wrangla 1984 (eksploracja kompletnie dziewiczej doliny Twaharpies, m.in. pokonał nowy i trudny filar lodowy wysokości ok. 1500m szczytu 3392m, nazwany Filarem Solidarności). Czł. Komisji Lekarskiej KW i potem PZA, najwytrwalej kolekcjonował i publikował informacje z zakresu medycyny wysokogórskiej, reprezentował też w tym zakresie Polskę za granicą. Niezwykle skuteczny jako lekarz-ratownik stawów kończyn blisko połowy kontuzjowanych wspinaczy w Polsce. Do dziś daje przykład utrzymywania kondycji fizycznej.
Wanda Tadeusiak. Lubiła i wciąż lubi chodzić po górach, wspinała się mało, natomiast bardzo długo zajmowala się narciarstwem wysokogórskim. Przyszła do pracy w naszym Klubie zaraz po uzyskaniu przez Klub samodzielności (tj. po utworzeniu PZA, 1974), namówiona przez wspinające się dzieci (których ma pięcioro) i Janusza Kurczaba. Kierowała biurem klubu na wiele sposobów, pracowała na stanowiskach kierownika klubu i sekretarza (do końca kadencji 1997). Nadawała sens pracy wszystkich szefów zajętych mocno sportem i wyprawami, w czasach gdy w gestii Klubu leżało zabieganie o paszporty, interweniowały komitety PZPR i smutni panowie, np. chcący zaglądać do kartotek lub zmuszać Klub do interwencji lub pisania opinii, nie wiadomo jak potem używanych. W stanie wojennym Klub nawet wyciągał osoby z więzienia (bodaj cztery), za które pisemnie "brał odpowiedzialność". Od lat 1980 klub stawał się przedsiębiorstwem i biuro Klubu obsługiwało prace wysokościowe. Współpracowała z prezesami Januszem Kurczabem, Haliną Krüger, Tadeuszem Preyznerem, Janem Wolfem, Joanną Wolf i zespołem ludzi wspomagających Klub, pomiędzy którymi panowało pełne zaufanie. Nazwana kiedyś przez Bobasa Słamę "Pani to taka nasza Matka-Polka" - mimo wahań nadal zgadza się z tym określeniem. Bez niej w klubie przez dwadzieścia lat byłoby chłodniej.
Hanna Wiktorowska
Mowy pogrzebowe z 22 listopada 2021

Szanowni państwo. Drodzy przyjaciele.

Żegnamy Haneczkę Wiktorowską, która po wieloletniej heroicznej walce z chorobą wyrusza w samotną drogę. Wyrazy głębokiego współczucia i podtrzymania składam Jerzemu, Dorocie, Piotrowi i innym Jej najbliższym.

Wszyscy jesteśmy różni, ale tylko nieliczni naprawdę wyróżniają się. Taka właśnie była Haneczka, która ponad 60 lat tkwiła w środowisku alpinistycznym, choć sama nigdy się nie wspinała: „mijały dekady, wszystko było płynne, jedyny stały i pewny ląd stanowiła Hania” – pisał Józek Nyka. Ten ląd był jeden, choć najpierw w Klubie Wysokogórskim, a potem w Polskim Związku Alpinizmu. Prawdę mówiąc nie wiem co Ją zakotwiczyło wśród nas tak silnie. Chyba nie to, że jesteśmy wspaniali, bo nie jesteśmy tacy. Ale przecież nie był to związek wynikający ze stosunku pracy, choć to co w pewnym sensie materialne pozostaje po Niej to właśnie ogrom pracy, którą wykonywała przez blisko pół wieku. Wykazywała przy tym nie tylko wytrwałość, ale przede wszystkim organizacyjne talenty, umiejętność poruszania się w biurokratycznych labiryntach i przekonywania. Była nie tylko „stałym lądem”, ale po prostu była niezastąpiona. Wiedziała gdzie, wiedziała jak. Niektórzy podejrzewali, że wie wszystko. Niezwykłą elastyczność działania łączyła z uczciwością i lojalnością, zarówno wobec organizacji, w której pracowała, jak i ludzi dla których to wszystko robiła. Ale nasze serca Haneczka podbiła otwartością i empatią, umiejętnością współdzielenia radości, gdy było się z czego cieszyć i smutku, gdy nadszedł czas płaczu. Podejrzewam, że od pewnego momentu, którego nie potrafię jednak wyznaczyć, „matkowała” i to wcale nie najmłodszym adeptom sztuki wspinania, bywała powiernicą i schowkiem na rzeczy warte zapamiętania. Także osobiste. Osobą, której obecność jest tak naturalna, że aż niezbędna. Drodzy przyjaciele. Dwa miesiące temu żegnaliśmy na ostatnią drogę Józka Nykę, dziś żegnamy Haneczkę. To moje osobiste odczucie, ale mam wrażenie, że z ich odejściem kończy się „złota epoka polskiego himalaizmu”, bo przecież oboje - a zwłaszcza Hania – stanowili ważne fragmenty rzeczywistego jądra tej epoki.

Żegnaj Haniu. Do zobaczenia.
Andrzej Paczkowski

Chyba nikt tak jak Hania nie tworzył tej domowej, rodzinnej atmosfery w biurze PZA. Hania matkowała nam wszystkim, opiekowała się, martwiła, a kiedy trzeba - dyscyplinowała i przywoływała do porządku. Wszyscy ją szczerze lubiliśmy, była ucieleśnieniem tego, co nazywamy duchem wspólnoty. To właśnie dzięki takim ludziom jak Hania czuliśmy się społecznością. Witani już od progu słowami "no cześć kochany" – czuliśmy się jak w domu. Jej trzeźwy osąd sytuacji, zdrowy rozsądek a jednocześnie pełen empatii i sympatii stosunek do innych, czyniły z niej idealnego rozjemcę, a niekiedy nawet mentora. Była Hania naszą opoką, personifikacją „pezety” i kiedy odeszła na emeryturę, jej brak dał się dotkliwie odczuć. Skończyła się pewna epoka, epoka Hani Wiktorowskiej, epoka wspólnoty, czas gdy autentycznie byliśmy jednym środowiskiem. Ostatnie lata, pomimo choroby, Hania aktywnie uczestniczyła w spotkaniach seniorów Klubu Wysokogórskiego Warszawa. Dziękujemy Ci Haniu za to wszystko, co nam dałaś, za ten olbrzymi wkład dla naszej wspólnej, górskiej rodziny.
Artur Paszczak i Zbigniew Skierski
Krzysztof Zdzitowiecki, ps."Pomurnik" (ur.1939, wspinaczki od 1959 w Tatrach), wspinacz, speleolog, polarnik, prof. biologii (UW), współuczestnik wyczynów wymienionych wyżej J.Kurczaba, J.Onyszkiewicza i L.Cichego, m.in. miał polski rekord głębokości w jaskini Śnieżniej (1961, z Onyszkiewiczem i B.Uchmańskim) oraz pol. rekord wysokości na Gasherbrumie II, nową drogą (1975, z Onyszkiewiczem i Cichym). Do tego pierwsze w ogóle wejście na Gasherbrum III, najwyższy wówczas dziewiczy samodzielny szczyt (1975) i najwyższy samodzielny szczyt w historii zdobyty przez Polaków. Autor kilkudziesięciu pierwszych przejść w Tatrach. W Alpach nowa droga na Grandes Jorasses (1968) i wariant na Finsteraarhornie (1967), wspinaczki w Wilder Kaiser z 1 polskim przejściem drogi Dulfera na Fleischbank (1964). Z innych wypraw na uwagę zasługują: Hindukusz 1972 (1 wejście pd.-zach. ścianą Noszaqa, razem z J.Holnickim i Kurczabem, ważne jako pionierskie dla Polaków wejście ścianowe, konkurujące z poźniejszym o kilkanaście dni wejściem Kurtyki i Rusieckiego ścianą Acher Czogh). Był w Pamirze, jako jeden z tylko dwóch Polaków dwa razy wszedł na Pik Kommunizma (1974 i 1979), w lutym 1970 przełamywał też sowieckie ograniczenia i wchodził samotnie zimą na średnio trudne szczyty w Tien Szaniu północnym (dopiero kilka lat później Amerykanin Henry Barbier wspinał się solo do VI w sąsiednim rejonie). Zdobył dziewicze szczyty w górach Alaski i Kanady 1976, także na Antarktydzie koło polskiej stacji na wyspie King George (wiele pierwszych wspinaczek do IV). Mimo kilku poważnych kontuzji wspina się do dziś, kilka lat temu zamknął komplet dróg wspinaczkowych z polskich tomów przewodnika WHP.