
Z przykrością zawiadamiamy o śmierci
Andrzeja Kowalika,
naszego wieloletniego członka Klubu.
Pogrzeb Andrzeja odbędzie się w poniedziałek, 26 stycznia o godz. 13.30 na Cmentarzu Komunalnym Północnym na Wólce Węglowej, sala pożegnań „B” w Domu Przedpogrzebowym.
Andrzej Kowalik — wspomnienie
Andrzej Kowalik (1959-2026) urodził się w Szczebrzeszynie, a wychowywał w Mińsku Mazowieckim. Ojciec Andrzeja był jednym z dowódców stacjonującego tam 1 pułku lotnictwa myśliwskiego. Fascynacja Andrzeja lotnictwem trwała przez całe lata czemu trudno się dziwić...
Zainteresowanie wspinaczką rozpoczęło się bodaj w roku 1977. W roku 1980 Andrzej ukończył kurs skałkowy zorganizowany przez PKG. Wśród uczestników tego kursu znaleźli się także Robert Nejman znany jako Kajman i Andrzej Zieliński zwany Zielonym.
Andrzej był solidnym wspinaczem, głównie tatrzańskim, ale sukcesy odnosił również w Alpach. W roku 1988 uczestniczył w wyprawie na Baturę I zorganizowanej z okazji 30. lecia PKG. Batura I to szczyt w Pakistanie zwany też Batura Sar, 7795 m. Było to trzecie wejście na ten wierzchołek. Szczyt zdobyli Paweł Kubalski, Zygmunt Heinrich i Volker Stallbohm z Niemiec.
Andrzej udzielał się także jako działacz. Był organizatorem i kierownikiem wielu wyjazdów klubowych, a w latach 1992-1995 piastował godność wiceprezesa ds. sportowych PKG. W tym samym czasie współkierował Fundacją Człowiek-Ruch-Przyroda noszącą imię Mariusza Zaruskiego.
Andrzej — jak prawie wszyscy na początku lat 90 tych — zajmował się pracami wysokościowymi. Wraz z Henrykiem Bujalskim i Adamem Froncem założyli firmę A.H.A., w której na liście płac znalazła się śmietanka polskich taterników. Warte odnotowania jest także uruchomienie wraz z Andrzejem Zielińskim jednej z pierwszych w Polsce outdoorowych ścianek wspinaczkowych, która mieściła się w Pomiechówku pod Warszawą.
Największą namiętnością górską Andrzeja były Andy. Jeździł tam regularnie w latach: 2005, 2006, 2011, 2013, 2015, 2017 i 2019 - łącznie siedem razy. Jego marzeniem było zdobycie na jednym wyjeździe Aconcagua i Mercedario. Celu tego niestety nie udało się ziścić.
Oddajmy głos Pawłowi Kuligiewiczowi z Łodzi, który trzykrotnie towarzyszył Andrzejowi w wyprawach andyjskich w latach 2011, 2013 i 2015:
„
Z Andrzejem spotkałem się w 2010 roku podczas planowania wyjazdu w Andy, na który to wyjazd namówił mnie Wojtek Święcicki. Andrzej wówczas powiedział do mnie, „jak zobaczysz Andy, to się w nich zakochasz i będziesz chciał tam zawsze wracać”, i miał rację. Andy to przepiękne góry, inne niż wszystkie i oczarowują każdego.
Pierwszy raz pojechaliśmy w 2011 roku – wyjazd sportowo był bez sukcesów, ale zebraliśmy doświadczenie. Dwa lata później, w 2013 roku, weszliśmy na Ramadę, ale później musieliśmy się wycofać spod samego szczytu Alma Negry z powodu ciężkich warunków pogodowych.
W roku 2015 El Niño koszmarnie pokrzyżował nasze plany. Wyszliśmy jedynie do obozu pierwszego, w którym dopadł mnie obrzęk płuc i na tym wyprawa się skończyła. Zeszliśmy z gór dużo, dużo wcześniej niż to było zaplanowane. Tak skończyła się nasz wspólna przygoda z Andami...
Szalenie miło wspominam nasze wyjazdy do Ameryki Południowej. Życie biwakowe w jednym namiocie przez kilka tygodni. Żadnych ludzi, żadnych wspinaczy w promieniu 80 km w linii prostej.
Pustka, cisza, góry. Wspominam wspólne życie w bazie i powyżej bazy oraz posiłki w Pirca przy ognisku. Wspominam też nasze spacery po Mednozie, wspólnie spędzone Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok w Argentynie...
Wspinałem się także z Andrzejem w skałkach Jury oraz w polskich i słowackich Tatrach.
Jaki był Andrzej?... Na pewno nie miał łatwego charakteru, zawsze chciał dominować i kierować. Chciał, aby wszystko było, tak jak on to wymyślił i zaplanował. Był indywidualistą. Wymagało to ode mnie takiego podejścia do Niego, aby złagodzić Jego chęć dominacji i kierowania. Ale zawsze, po początkowych spięciach, ostatecznie traktował mnie jak partnera, a nie podwładnego. Uczciwie mówiąc, tworzyliśmy bardzo zgrany zespół, rozumiejący się bez słów. Podczas wspinaczki Andrzej był bardzo dokładny, czasem chyba do przesady, ale to dobrze. Dla Andrzeja bezpieczeństwo było najważniejsze.
Andrzej był wspaniałym organizatorem naszych wszystkich wyjazdów. Przewidywał wiele wariantów i możliwych komplikacji. Wiele się od niego nauczyłem, a później przejąłem te Andrzejowe zasady, które do dziś stosuję podczas moich różnorodnych wyjazdów w góry i równiny”.
W XXI wieku Andrzej związał się organizacyjnie z KW Warszawa. Jeździł dużo i chętnie na zgrupowania klubowe w Tatrach Słowackich. Wspinał się latem i zimą, odnalazł też nowe wyzwanie i nowe spełnienie we wspinaczce solo. Niestety powikłania po epidemii Covid w 2020 r. sprawiły, że nigdy nie wrócił do dawnej formy.
Zawodowo Andrzej był cenionym menadżerem działów IT, najpierw w firmie Shell, a potem przez prawie dwie dekady w banku PKO BP. Na krótko przed emeryturą rozpoznano u Andrzeja nowotwór płuca. Zmagał się z chorobą dzielnie i z optymizmem... Zmarł 9 stycznia 2026 roku w Warszawie.
Autor tekstu: Wojtek Święcicki.
Zdjęcia autorstwa: Pawła Kuligiewicza i Wojtka Święcickiego.
Dyskusja o tym artykule liczy już 5 postów. Zobacz ją na forum.